MITY i MITOLOGIE Wymiaru Sprawiedliwości – PRAWONADRODZE.ORG.PL

MITY i MITOLOGIE Wymiaru Sprawiedliwości.

W temacie tym będą omawiane kolejno najważniejsze mity i mitologie związane z wymiarem sprawiedliwości, które funkcjonują w praktyce. Są to takie zagadnienia, które albo istnieją formalnie w procesie nie mając realnego przełożenia na praktykę, albo istnieją w świadomości społecznej nie mając nic wspólnego z praktyką wymiaru sprawiedliwości.

I. (autor Czesław Rycerz – praktyk).

MIT 1: Domniemanie niewinności i brak obowiązku udowadniania swojej niewinności.

Pierwszym mitem wymiaru sprawiedliwości jaki należy omówić jest tzw. domniemanie niewinności i brak obowiązku udowadniania swojej niewinności.

Zgodnie z procedurą karną jak i postępowaniem w sprawach o wykroczenia formalnie istnieją gwarancje procesowe oskarżonego (obwinionego). Są to m.in.:

– domniemanie niewinności, polegające na założeniu, iż do póki nie będzie prawomocnego wyroku każdy jest uważany za osobę niewinną oraz

– brak obowiązku dowodzenia swojej niewinności.

Nie ma potrzeby wskazywania podstaw tych jakże szlachetnych zasad bowiem kompletnie nie przyjęły się one w polskiej praktyce wymiaru sprawiedliwości.

Domniemanie niewinności jest stosowane w zasadzie jedynie w procesach lustracyjnych, w zwykłych sprawach karnych już nie. Można nawet twierdzić, iż istnieje domniemanie winy, zwłaszcza w postępowaniach, gdzie zastosowano tymczasowe aresztowanie. Osoba, która trafia przed oblicze prokuratora z reguły musi zwalczyć wersję zdarzeń podaną przez policję. Historia powtarza się przed Sądem, gdzie zwalczyć trzeba wersję policji i prokuratora. Jeśli prokurator wniósł o areszt, to Sąd z reguły się do wniosku przychyla. Oskarżony więc na etapie rozpoczęcia procesu spotyka się z mocną ścianą wersji policji, której dał wiarę prokurator oraz często spotykanym nastawieniem sądu, że przecież był tymczasowo aresztowany, więc pewnie jest winny.

Domniemanie niewinności nie istnieje w praktyce z prostej przyczyny. Policja „przedstawiając” petenta prokuratorowi, a ten „przedstawiając” go sądowi posiadają katalog zgromadzonych dowodów, które są poddane pewnej ocenie w oczywisty sposób niekorzystnej dla oskarżonego, niezależnie od jego dotychczasowej postawy. Na tym etapie oskarżony trafia przed oblicze prokuratora czy sądu, który już niekorzystną wersję wydarzeń dla oskarżonego poznał i oskarżony ma w tym momencie korzystać z domniemania niewinności. Każdy człowiek, a prokurator czy sędzia to zwykły człowiek, w takiej sytuacji świadomie czy podświadomie nastawia się do takiego oskarżonego. Osoba niewinnie oskarżona z kolei często sfrustrowana tym faktem i nie robi „dobrego pierwszego wrażenia” uprzedzenie więc się pogłębia.

Stwierdzić należy, że na ten model postępowania i naturalny odruch psychiczny prokuratora czy sądu oskarżony nie ma wpływu.

W tym miejscu pojawia się drugi groźniejszy mit, na który oskarżony już wpływ będzie miał.

Jest tzw. brak obowiązku udowadniania swojej niewinności. Mit ten jest chyba najgroźniejszym w procesie karnym. Strona nie ma obowiązku samoobciążania i z tego prawa należy bezwzględnie korzystać, np. poprzez nieodpowiadanie na pytania, które mogą narazić nas na negatywne konsekwencje. Nie należy natomiast kłamać, bowiem w razie przyłapania na kłamstwie poważnie ucierpi nasza wiarygodność. Lecz brak obowiązku samoobciążania się nie jest równoznaczny z brakiem obowiązku udowodnienia swojej niewinności. Oskarżony broniąc się musi sobie zdawać sprawę, że na etapie sprawy przed prokuratorem czy przed sądem przemawia przeciwko niemu pierwszy „dowód” w sprawie (i pierwsza lektura), którym faktycznie jest akt oskarżenia czy wniosek o ściganie. Oskarżony, który nie będzie zwalczał aktywnie tego „dowodu” i argumentów w nim powołanych skazany jest na skazanie. „Dowód” ten zawiera bowiem wiele okoliczności i faktów, które są dla oskarżonego obciążające, powołane są tam dowody, więc dlaczego temu „dowodowi” nie dać wiary i nie skazać zwłaszcza, że oskarżony nie przedstawia żadnych kontrargumentów?

Dlaczego omówienie mitu było konieczne? Otóż mając tę świadomość, każdy będący oskarżonym czy obwinionym będzie mógł skuteczniej się bronić wiedząc, iż w istocie musi zwalczyć dowód w postaci aktu oskarżenia lub wniosku o ściganie i nie ma żadnych procedur, które będą nas bronić za nas.

Czesław Rycerz – praktyk.

II. (autor Czesław Rycerz – praktyk).

MIT 2: Właściwość – czyli ius spychandum.

Mit „właściwości” jest mitem interdyscyplinarnym, dotyczy nie tylko procedury karnej czy wykroczeniowej, ale także cywilnej, a przede wszystkim administracyjnej.

W uproszczeniu są dwa rodzaje właściwości: miejscowa, czyli geograficzna oraz rzeczowa, czyli przedmiotowa – dotycząca czegoś czym ma się zająć dany organ. Określają więc one gdzie dane postępowanie się toczy.

Właściwości są określane w sposób niezrozumiały i nielogiczny dla przeciętnego uczestnika postępowania i mają zapewnić wygodę organowi, a nie petentowi o czym należy pamiętać.

Jednakże właściwość można podważać i w ramach walki z nią należy wykorzystać istniejące odwieczne zwyczajowe prawo polskie Ius Spychandum.

„Ius spychandum”, jak łatwo rozszyfrować jest pradawnym łacińskim zwrotem i po polsku oznacza „prawo spychania sprawy”. Młodzi prawnicy dlatego często mówią „spylić” sprawę. Prawo to polega na prostym założeniu skoro mogę formalnie przekazać sprawę komu innemu (niezależnie od tego czy to racjonalne i słuszne) i samemu się nią nie zajmować – tzn. nie pracować, to przekaże, a może się uda i kto inny będzie się sprawą zajmował… Tym samym sprawę zepchnę na barki (głowę) kogo innego.

Oczywiście przekazywanie sprawy oficjalnie ma szczytne cele i reguły, ale jest to czysta fasada. Przekazanie sprawy nie jest czynione dla dobra sprawy a dla dobra – wygody organu (sądu).

Umiejętność wykorzystywania Ius Spychandum jest istotna. Składanie wniosków stwarzających pozory, więc formalnie poprawnych i uzasadnionych, ma duże szanse na przekazanie sprawy innemu organowi (sądowi). Trzeba tylko dać „podkładkę” organowi „sądowi” na zepchnięcie, żeby w razie kontroli organ (sąd) mógł się ze zepchnięcia wytłumaczyć.

Spychanie sprawy może być korzystne dla tego, kto chce ją przedłużyć. Niestety w wykroczeniach jest to niezmiernie trudne. Właściwość jest klarowna – w uproszczeniu miejsce popełnienia wykroczenia. Przekazanie więc jest problematyczne. Wymyślić trzeba taką podstawę, która obroni się w wizytacji i w kontroli odwoławczej. Rzadko może być nią pozór ekonomiki procesowej. Tzn. argument, że taniej dla postępowania będzie przeprowadzić sprawę w sądzie w innej miejscowości bo tam mieszka większość świadków i obwiniony, a koszt dojazdu świadków do siedziby sądu właściwego byłby wysoki. Pozór ten będzie jednak tylko wtedy skuteczny, gdy wykażemy, że przesłuchanie świadków w drodze pomocy prawnej byłoby szkodliwe dla postępowania, bowiem np. ustalenie winy czy sprawstwa jest możliwe właśnie o dowody osobowe, które w dodatku będzie trzeba konfrontować.

Przypadki przekazania sprawy w sprawach o wykroczenia są niezmiernie rzadkie. Najczęściej zdarza się to w sytuacji, gdy uczestnikiem zdarzenia jest sędzia bądź prokurator (oczywiście jako pokrzywdzony, jako obwiniony raczej przyjmują mandaty, nawet sędziowie, po to by uniknąć postępowania dyscyplinarnego), bądź osoba dla nich najbliższa, wtedy wszyscy sędziowie, wszystkich wydziałów danego sądu indywidualnie winni się wyłączyć, co spowoduje faktyczną zmianę Sądu.

Wyjaśnienie tego mitu jest konieczne, bowiem uczestnicy często wnoszą o zmianę konkretnego organu osobowego (sędziego, prokuratora, urzędnika) czy konkretnego organu organizacyjnego (danej jednostki – sądu, prokuratury) nie rozumiejąc celu przekazania, którym jest zepchnięcie sprawy. Ta wiedza pozwala być skuteczniejszym…

III. (autor Czesław Rycerz – praktyk).

MIT 3: Demokratyczne państwo prawne – czyli Bezmiar Sprawiedliwości w Wymiarze Sprawiedliwości…

Powszechnie uważa się, że Polska jest demokratycznym państwem prawnym, ponieważ zasada ta jest fundamentem Konstytucji RP i zawarta jest już w drugim jej artykule. W mojej ocenie w ramach jej treści znajduje się obowiązek sprawiedliwego rozstrzygania spraw przed Wymiarem Sprawiedliwości.

Niestety zasada ta „nie przyjęła się” w organach Wymiaru Sprawiedliwości. Bardzo często jest tak, że stosowanie przepisów ustawowych bądź przepisów rozporządzeń, lub sama ich wykładnia prowadzi do niesprawiedliwości w czasie postępowania lub niesprawiedliwego orzeczenia. Jednak wykładnia Sądu Najwyższego i zwykłe lenistwo organów sprawiedliwości wymaga w tej sytuacji niestosowania rozwiązania sprawiedliwego ale zgodnego z treścią przepisu. Efekt jest taki, że sąd nie kieruje się sprawiedliwością ale przepisami i „ius spychandum”.

Podmiot mający „rację” stający przed Wymiarem Sprawiedliwości uważa, że „co by się nie działo ja mam rację to wygram”. No i niestety nie zawsze tak jest. Ludziom wydaje się, że żyją w „wolnej Polsce”, gdzie Sądy są po to, aby służyć rzeczywistemu rozwiązaniu sprawy. Dalej każda procedura ma normy o charakterze gwarancyjnym, które są w początkowych artykułach Kodeksu. Strona naczyta się tych frazesów i tylko umacnia się w swoim przekonaniu…

Życie jednak jest dalekie od ideału. Część sędziów jest przeładowana sprawami, ma ich za dużo, część ujmując delikatnie „unika pracy”. Efekt jest taki, że Sędziowie stosują wszelkie sposoby żeby sprawy się „pozbyć” niezależnie czy wydając wyrok sprawiedliwy czy nie i czy jest to zgodne z normami gwarancyjnymi czy nie. Warunek jest tylko jeden nie można psuć sobie statystyki, więc trzeba wydać takie orzeczenie, które „utrzyma” się w postępowaniu odwoławczym, a czy ono będzie sprawiedliwe….cóż…(na marginesie ci Sędziowie, którzy „próbują” coś zmienić, są marginalizowani – nie awansują).

Efekt jest taki, że Wymiar Sprawiedliwości nie dąży do Sprawiedliwości tylko do samozadowolenia i wewnętrznego przekonania o swojej cudowności. Mnie osobiście to wszystko nie dziwi. Państwo i życie społeczne wywróciły system wartości do góry nogami. Przestano wierzyć w prawo naturalne, czyli system praw „podstawowych” (praw człowieka) niezależnych od stanowionych przepisów, a wynikających z godności człowieka. Wymiar Sprawiedliwości przestał patrzeć na sprawy przez pryzmat człowieka, który to pryzmat wymusza prawo naturalne, a przez pryzmat statystyk, awansów czy wynagrodzeń. Symptomatyczne jest to, że sędziowie tworzą stowarzyszenia (ciekawe co sumienia tych sędziów mówią o zakazie tworzenia związków zawodowych – ale to zostawmy przyzwoitości tych sędziów), które jednak nie postulują do rządzących „stwórzcie takie prawo aby można było sprawiedliwie sądzić, abyśmy mogli dobrze SŁUŻYĆ Narodowi, bo Naród do służby nas i was rządzących powołał”. Ich postulaty nie patrzą przez pryzmat człowieka i nie są przejawem SŁUŻBY. Ich postulaty są ich własnymi żądaniami, mającymi nie pozwalać naruszyć samozadowolenia – ocena sędziego to zło – on jest ponad ludźmi, w kocu ich sądzi, więc jest lepszy i nie wolno go oceniać… Procedura jest zła, zwłaszcza karna, bo statystykę psuje, więc dobrze by było ją zmienić i pozwolić na reformatoryjne wyroki w II Instancji (sumieniu tych sędziów „wnioskodawców” pozostawię przypadki, gdzie człowiek słusznie uniewinniony w pierwszej instancji, zostanie niesłusznie skazany w II i następnie popełni samobójstwo, albo się podpali…, bo nie będzie miał możliwości odwołania (np. wyrok nie kasacyjny). Radzę wam koledzy i koleżanki „wnioskodawcy” przygotować się na konieczność odpowiedź, na pytanie czemu takie chcieliście takie prawo?… bo takie pytanie was czeka, od dzieci i małżonka takiej osoby, a jak nie od nich, to pytanie to padnie na Sądzie, któremu wszyscy będziemy kiedyś podlegać.

Na fakt, że Wymiarze Sprawiedliwości nie chodzi o sprawiedliwość świadczy smutna nauka jaka ma miejsce w czasie aplikacji sądowej. Otóż przygotowując się do egzaminu sędziowskiego, aplikanci sądowi byli, oczywiście nie oficjalnie, informowani o tym, że jeśli nie będą wiedzieli, jak rozwiązać kazus z prawa karnego należy skazać…

Prawda ta niestety przez szereg lat się sprawdzała i wyrok uniewinniający na egzaminie z reguły jest błędny i powodował jego oblanie. Niestety nikt ze szkolących nie zastanowił się, iż tak uczony przyszły sędzia, w sprawie, w której nie będzie pewny co zrobić skarze, bo w końcu tak uczyli na aplikacji…

W środowisku sędziowskim opowiadana jest jako adegdota równie smutna historia pewnego procesu. Otóż w procesie tym występowała biedna wdowa nie mająca pieniędzy na adwokata, która zgodnie z prawdą miała w sprawie rację. Druga strona jednak nie była uczciwa przedstawiała fałszywe dowody i świadków (co Sąd oczywiście w sumieniu dostrzegł.) Wdowa w głosie końcowym widząc co się dzieje zaczęła mówić „Sprawiedliwy Sądzie” sąd ją upomninał, że mówi się „Wysoki Sądzie” wdowa jednak, cały czas mówiła „Sprawiedliwy Sądzie„, co coraz bardziej dokuczało sumieniu sędziego i w końcu powiedziała, że może przysięgnąć na wszelkie świętości, na Krzyż, że ona mówi prawdę i poprosiła „Sprawiedliwy Sąd” o sprawiedliwy wyrok. Sędzia w tym momencie nie wytrzymał i powiedział wdowie smutną prawdę „Tu jest Sąd” a nie „Sprawiedliwość”. Wyrok oczywiście wydał według fałszywych dowodów…

Ten mit musiał być omówiony, bo strona musi wiedzieć, że musi się bronić i działać aktywnie nawet jak „ma rację”.

Czesław Rycerz – praktyk.

Już wkrótce kolejne mity, „rozstrzyganie wątpliwości na korzyść oskarżonego”, „sprawiedliwość”, „prawda materialna”, „niezawisłość sędziowska”, „swobodna ocena dowodów” itp. oraz mitologia „tymczasowego aresztowania”. Artykuł umieszczony dzięki uprzejmości Artura Mezglewskiego za zgoda autora piszącego pod pseudonimem Czesław Rycerz.
Zachęcamy do przekazania darowizny na cele statutowe Stowarzyszenia:

Stowarzyszenie Prawo na Drodze
ul. Czeremchowa 18/91
20-807 Lublin
NIP: 7123270930
REGON: 061399109
e-mail: zarzad@prawonadrodze.org.pl

Numer konta: 33 1240 2470 1111 0010 4500 8158
tel. 791005505 (telefon wyłącznie do spraw związanych z darowiznami)

Comments are closed.

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress